poniedziałek, 19 marca 2012

Wylot z Kamczatki przewidziany byl na 13.30. O godzinie 9.00 sytuacja za oknem stała się na tyle nieprzyjemna, że ksiądz Jan zadzwonił na lotnisko. Lot odwołany. Nstępna informacja będzie podana jutro o 7.15. Purga, czyli mowiąc językiem meteorologow cyklon.
Razem z Przemkiem (7 raz na Kamczatce) siadamy zrezygnowani. On z doświadczenia wie, że to co się dzieje na dworze może potrwać kilka dni. A dzieje się cos takiego.


Wiatr nawet nie jest specjalnie dokuczliwy - osłania nas gora, ale takiego śniegu to pod Archangielskiem nie widziałem.Wszystko dookoła ginie w zaspach.




Ludzie umykają.



Za oknem rośnie zaspa.



Miasto zamiera. Samochody nie jeżdżą. Wraz z Przemkiem podejmujemy decyzję nabycia butelki wodki. O heroizmie tej decyzji nie musze przypominac. Znajdujemy sie na terenie parafii. Innego wyjscia jednak nie ma. Przyjdzie oszalec!



Może jutro pogoda się wklaruje i polecimy. Tylko czy wydostaniemy przez jakiś otwor na świat Boży?
Po 12 godzinach sniezycy sytuacja wyglada tak:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz