piątek, 2 marca 2012

Co jakiś czas czytam w internecie projekty ludzi, których marzeniem jest przejazd koleją transyberyjską. Ostrzegam. Nie ma nic nudniejszego. Tydzień w wagonie. Horror. W ciągu ostatniego roku spędziłem w rosyjskich kolejach ponad 21 dób (od słowa: doba)..
Nic z romantyzmu, rozmów "pa duszam" (no dobra, raz z ciężarowcami). Twarda walka  byt, o sen, o czas.

Pociąg na stacji wygląda tak oto:

To Mikun, stacja węzłowa. Straszne zadupie. W lewo na Workutę, w prawo na Syktywkar.



Stoimy tu 40 minut, można więc się przewietrzyć i coś kupić


U babuszek są pierogi, jakieś placuszki, grzyby, owoce

Potem wracamy do wagonu


Walimy się na wyrko (proszę zauważyć, że w ramach oszczędności nie wykupiłem pościeli, no ale podróż miałem krótką: Kotłas - Syktywkar to marne 7 godzin)


Można wyjrzeć przez okno (brudne i mało widać) za którym widzimy niewielką rzeczkę Wyczegdę


Kiedy znudzi się leżenie można przejść na koniec składu i podziwiać krajobrazy,


ale tylko latem coś widać, bo zimą ta końcowa szyba pokryta jest szronem.


I to tyle jeśli idzie o podróżowanie koleją.

"Letnie" zdjęcia zrobiłem na trasie Archangielsk - Karpagory. To linia kolejowa budowana w latach 70. Oczywiście niepotrzebna. Miała miała biec dalej na wschód, gdzieś na za Ural, na Syberię. Skończyło się na planach.
W czerwcu 2011 podczas wyprawy w tajgę, płynąc kilka godzin dziką rzeką natrafiliśmy na takie budowle


Długo zastanawialiśmy się co takiego pobudowano w tej głuszy


Dopiero konfrontacja z mapą przyniosła odpowiedź. To most budowany dla linii kolejowej, której nie  "dobudowano" do mostu. Tej właśnie, która kończy się w Karpagorach 100 kilometrów stąd.

Aha, pojutrze wybory. Wygra Putin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz