sobota, 31 marca 2012

Idzie lato i trzeba wybrać się nad morze. Oczywiście Białe!
Jest tam najpiękniej położona wieś w Rosji. Kilkunastu starych ludzi. Ostatnie dziecko wywieziono stamtąd 3 lata temu.
Niech zdjęcia mówią same za siebie.

Widok z wieży cerkiewnej na stronę "lądową". Bagna, lasy, pustka...




Krzyż wystawiony zaginionym w morzu Pomorianom (chyba tak ich nazwać po polsku), czyli rdzennym mieszkańcom tych okolic. Zostało ich już tylko kilka tysięcy.


W tyle wieża cerkiewna, zaś na pierwszym planie budynek biblioteki czynnej chyba z rozpędu. Zarządza nią moja sąsiadka. Zapisałem się.



O proszę, wejście do mojej chałupy



Morze Białe naprawdę jest białe



Wypłynął ten okręcik i pozwolił się sfotografować


Osobliwością Morza Białego są mgły, które niespodziewanie opadają. Jeśli złapie cię na morzu nie płyń. Poczekaj aż ustąpi.



Odpływ




poniedziałek, 19 marca 2012

Wylot z Kamczatki przewidziany byl na 13.30. O godzinie 9.00 sytuacja za oknem stała się na tyle nieprzyjemna, że ksiądz Jan zadzwonił na lotnisko. Lot odwołany. Nstępna informacja będzie podana jutro o 7.15. Purga, czyli mowiąc językiem meteorologow cyklon.
Razem z Przemkiem (7 raz na Kamczatce) siadamy zrezygnowani. On z doświadczenia wie, że to co się dzieje na dworze może potrwać kilka dni. A dzieje się cos takiego.


Wiatr nawet nie jest specjalnie dokuczliwy - osłania nas gora, ale takiego śniegu to pod Archangielskiem nie widziałem.Wszystko dookoła ginie w zaspach.




Ludzie umykają.



Za oknem rośnie zaspa.



Miasto zamiera. Samochody nie jeżdżą. Wraz z Przemkiem podejmujemy decyzję nabycia butelki wodki. O heroizmie tej decyzji nie musze przypominac. Znajdujemy sie na terenie parafii. Innego wyjscia jednak nie ma. Przyjdzie oszalec!



Może jutro pogoda się wklaruje i polecimy. Tylko czy wydostaniemy przez jakiś otwor na świat Boży?
Po 12 godzinach sniezycy sytuacja wyglada tak:





sobota, 17 marca 2012


Po wylądowaniu i zainstalowaniu się w Parafii św Teresy w Pietropawłowsku (prowadzą ją polscy księża i jeszcze o niej napiszę) wyruszyliśmy na fermę psów. Jej właściciel, zaprzyjaźniony z parfią, bierze właśnie udział w Berengii - 1500 km wyścigu psich zaparzęgów. Ponoć to najbrdziej ekstremalny z psich rajdów. Powodzenia!

Ferma leży w takich okolicznościach przyrody.



Pracują tu rdzenni mieszkańcy Kamczatki - Koriacy



A oto ekwipunek trapera



I pies tutejszy, czyli husky. Pieski te mają różnokolorowe oczy - na zdjęciu widać, że jedno jest jasne



piątek, 16 marca 2012


Kamaczatka to przede wszystkim wulkany i góry. Wszyscy już tam byli i je widzieli, więc pomyślałem, że nie ma się co pchać w tłum ( razem ze mną przyleciało pięciu turystów, którzy pomknęli w tamte rejony - a więc tłok).
Spojrzałem na mapę, popytałem i okazało się, że jest jeszcze na tym półwyspie nieco luzu. Znalezc mozna miejsca gdzie nikt nie bywa, bo nie ma po co. To tundra na wschodnim wybrzeżu.
Wsiadłem więc w autobus (nawiasem mówiąc bilet sprzedała mi najbardziej chamska kasjerka w Rosji - konkurencja spora) i "poszlem" w poprzek półwyspu. Nad morze Ochockie.

Najpierw jesze się taką drogą



Potem taką. Tu juz autobus nie dochodzi.


A na koniec wszystko się rozmywa...
Waski pasek po prawej stronie to morze Ochockie. Zdjecia sa takie sobie, bo swoim zwyczajem podrozowalem autostopem i musialem prosic kierowcow zeby sie zatrzymali.


Nadmiar Północy może doprowadzić do obłędu. Tajga, tajga i jeszcze raz tajga… Postanowiłem zmienić otoczenie.

Wsiadłem więc do samolotu i razem z dwustoma pasażerami, oglądając telewizję pomknąłem nad Rosją. 

 

Po 6 godzinach lotu w dole pojawiła się rzeka Kołyma. Znaczy się już niedaleko. Swoją drogą warto przyjrzeć się tej martwej pustyni. Gdzieś tu w dole leżą kości tysięcy Polaków i stetek tysięcy Rosjan, Ukraińców i innych. W dole pod nami piekło z którego nie było ucieczki.



I wreszcie wybrzeże Pacyfiku. Schodzimy do lądowania. Witamy na Kamczatce. Zamienił stryjek siekierkę na kijek!



piątek, 2 marca 2012

Co jakiś czas czytam w internecie projekty ludzi, których marzeniem jest przejazd koleją transyberyjską. Ostrzegam. Nie ma nic nudniejszego. Tydzień w wagonie. Horror. W ciągu ostatniego roku spędziłem w rosyjskich kolejach ponad 21 dób (od słowa: doba)..
Nic z romantyzmu, rozmów "pa duszam" (no dobra, raz z ciężarowcami). Twarda walka  byt, o sen, o czas.

Pociąg na stacji wygląda tak oto:

To Mikun, stacja węzłowa. Straszne zadupie. W lewo na Workutę, w prawo na Syktywkar.



Stoimy tu 40 minut, można więc się przewietrzyć i coś kupić


U babuszek są pierogi, jakieś placuszki, grzyby, owoce

Potem wracamy do wagonu


Walimy się na wyrko (proszę zauważyć, że w ramach oszczędności nie wykupiłem pościeli, no ale podróż miałem krótką: Kotłas - Syktywkar to marne 7 godzin)


Można wyjrzeć przez okno (brudne i mało widać) za którym widzimy niewielką rzeczkę Wyczegdę


Kiedy znudzi się leżenie można przejść na koniec składu i podziwiać krajobrazy,


ale tylko latem coś widać, bo zimą ta końcowa szyba pokryta jest szronem.


I to tyle jeśli idzie o podróżowanie koleją.

"Letnie" zdjęcia zrobiłem na trasie Archangielsk - Karpagory. To linia kolejowa budowana w latach 70. Oczywiście niepotrzebna. Miała miała biec dalej na wschód, gdzieś na za Ural, na Syberię. Skończyło się na planach.
W czerwcu 2011 podczas wyprawy w tajgę, płynąc kilka godzin dziką rzeką natrafiliśmy na takie budowle


Długo zastanawialiśmy się co takiego pobudowano w tej głuszy


Dopiero konfrontacja z mapą przyniosła odpowiedź. To most budowany dla linii kolejowej, której nie  "dobudowano" do mostu. Tej właśnie, która kończy się w Karpagorach 100 kilometrów stąd.

Aha, pojutrze wybory. Wygra Putin.