W kwietniu, na tydzień przed Wielkanocą odwiedziłem ojca Leontija. Popa-zakonnika (takiego co nie ma żony), który od lat odbudowuje zniszczoną przez bolszewików cerkiew i klasztor w Chałmogorach.
Te Chałmagory znane są z tego, że starsze od Archangielska i kiedyś były w ogóle były ważniejsze. Dopiero gdy poziom wody w Siewiernej Dźwiny opadł, to cały handel przeniósł się do Arh., który z początku nazywał się Nowe Chałmagory.
Dziś jest nieco gorzej co dokumentuję poniżej…
Jesteśmy na głównej ulicy
A tu widok na centralny plac. Jak się dobrze przyjrzeć, to można zobaczyć rzeźbę
Ale wracajmy do spraw świętych. Był post, a tam jak post to już surowy. Jedliśmy więc cieniutką zupę, ziemniaki, ogórki i pomidory. Do stołu zasiadało trzech pomagierów ojca Leontija. Alkoholicy, bezdomni, przegrani ludzie… Bóg wie jakie losy ich tu przygnały. Za kąt i łyżkę strawy pomagają w remoncie. Żyją tu, bo nigdzie nie mają miejsca. Robotnicy z nich żadni, ale starają się. Przychodzą na mszę, śpiewają i wierzą w Boga. Są cisi. Nie mają złudzeń. Nie mają przyszłości.
Oto nasz stół. Nakryte na pięć osób. Ojciec L., ich trzech no i ja…
Zakwaterowano mnie w salce dla pielgrzymów. Do pokoju szedłem najpierw korytarzem…
Mijałem dziwne pomieszczenia…
I w końcu moja salka. Już uporządkowane. Łóżko zaścielone. Na stoliku komputer. Odkurzacz pod ręką. Nie o porządek walczyłem lecz z muchami. Obudziło je, bestie, ciepło z pieca i zaczęły latać. Dziesiątki wielkich i tłustych. No to ja je pylesosem, czyli odkurzaczem. Co godzinę mordowałem partię much. Inaczej ona by mnie zżarły.
Z okien mego domu miałem widok na remontowaną cerkiew.
Kolory nie są dziełem fotoszopa. Takie miałem światło o zmierzchu.
Poniższy widok ma, trzeba tak powiedzieć, historyczny wymiar. Mniej ważna tu jest cerkiew. Proszę spojrzeć na linię horyzontu. Otóż tam leży wioska Łomonosowo gdzie urodził się właśnie Łomonosow. Dokładnie 300 lat temu. W 1711 roku.
Oprócz Łomonosowa Chałmogory słyną jeszcze z krów. Wystawiono im nawet stosowną tablicę pamiątkową. Masło chałmogorskie jest znane i cenione (co prawda nie tak jak wołogodskie). Tyle, że robi się je pod Moskwą.
Tu powstał bodaj pierwszy obóz koncentracyjny. Rządził jakiś Łotysz, który wsławił się niebywałym okrucieństwem. Potem więźniów przeniesiono na Sołowki. O tym miasteczku jeszcze napiszę.
Teraz jeszcze kilka widoków cerkwi i gorzka uwaga ojca Leontija: gdyby każdy mieszkaniec dał rubla, dawno byśmy remont skończyli.
Na koniec dam trąbę powietrzną nad Chałmogorami. Lato 2010.
Teraz jeszcze kilka widoków cerkwi i gorzka uwaga ojca Leontija: gdyby każdy mieszkaniec dał rubla, dawno byśmy remont skończyli.
Na koniec dam trąbę powietrzną nad Chałmogorami. Lato 2010.






























