Oto kupa drew. Na opał. Pomyślałem, że najpierw narąbię a potem rozpalę. Zimno jest, to się rozgrzeję. Narąbałem, a jakże. Zaniosłem pod piec...
I co się okazało? Nie wziąłem ze sobą zapałek. Tak po prostu. Dom bez zapałek. Wieś bez zapałek. Kraj bez zapałek. Przeszukałem wszystkie kąty. Nic.
Trzeba pożyczyć, ale od kogo? We wsi mieszka nas trzech i jak na złość żadnego z sąsiadów nie było w domu. To znaczy, podejrzewam, że jeden był, ale spał pijany. Tak czy owak trzeba iść do sąsiedniej wsi.
Rysuje się na horyzoncie, wystarczy się dobrze przyjrzeć.
Ot, taki dwugodzinny spacerek.
Potem tylko potrzeć zapałkę o draskę, rozkoszować się ciepłem i zadumać się nad własną głupotą.


Ale za to spacer wśród takiej ciszy..
OdpowiedzUsuń