czwartek, 23 lutego 2012


W sobotnie lutowe popołudnie wybrałem się na spacer po archangielskim nabrzeżu Dwiny. Słoneczko, mróz i szczęśliwi obywatele miasta Archanioła. 
Młodzież na materacu poprosiła mnie o zdjęcie.
Wykonałem.



Następną fotkę wykonałem z wprawą doświadczonego zboczeńca...



I poszedłem dalej w stronę mostu miłości. Zajeżdżają tam młode pary aby ślubować sobie dozgonną miłość, którą wzmacniają solidną kłódką przypinaną do mostu. 




Co jakiś służby miejskie uwalniają most od ciężaru dowodów miłości boby się most dawno zawalił. Może dlatego tyle tu rozwodów.

Tego dnia okazało się, że jestem wziętym archangielskim fotografem. Co chwila ktoś mnie prosił o fotkę. A druhny zapraszały mnie na wesele.


Wybrałem jednak spacer. Postanowiłem bowiem sfotografować wszystkie pomniki stojące na brzegu Północnej Dwiny.

Oto one.

Pomnik kadeta szkoły morskiej. Wielu ich zginęło.



Pomnik foki, dzięki której mieszkańcy przetrwali głodne lata wojny.


Pomnik, by tak rzec, ogólny, wojny światowej.


Pomnik admirała Kuzniecowa. Urodził się w obwodzie archangielskim i bardzo go tu szanują. Najpierw był pupilem Stalina a potem popadł w niełaskę. Trzeba przyznać, że ze wszystkich napisów na sowieckich i rosyjskich pomnikach Kuzniecow ma napis najciekawszy: Odpowiedzialność biorę na siebie!

Zaplanowałem, że dojdę do najdziwniejszego pomnika: ofiar interwencji (tej z lat 1918 - 20, było tu kilkadziesiąt tysięcy Anglików, Francuzów. Amerykanów. Serbów (najdzielniejsi), Kanadyjczyków, Greków, Australijczyków, Włochów (uciekali jak zwykle) - jest nawet film kanadyjski z tych lat, jedyny taki dokument).
Ale nie doszedłem. Natknąłem się mianowicie na....


Lokal gastronomiczny o nazwie "Baza kutrów torpedowych"


gdzie podpity barman przygrywał podpitej barmance


a kiedy zamówiłem piwo, barmanka przysiadła się do mnie i spojrzała głęboko w oczy.
I tak stałem się kolejną ofiarą interwencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz