W marcu - to był całkowity przypadek - spotkałem w Kotłasie polską wyprawę z Torunia, która zamierzała dokonać pierwszego zimowego wjazdu na czterech kołach do Workuty za kołem polarnym.
Pogadaliśmy, zjedliśmy śniadanie i pojechali dalej. Ponieważ nie miałem aparatu zrobiłem kilka zdjęć telefonem na parkingu pod hotelem „Sowieckim”. W internecie wyczytałem, że dotarli do Workuty. Obiecywali wszystko opisać, sfilmować i w ogóle zaszumieć medialnie. Tymczasem w mediach (na ile ja je śledzę) cisza. W internecie takoż niewiele.
Co się stało? Plotki, które krążą po Republice Komi (bo Workuta to Komi) powiadają, że nie dali rady dojechać o własnych siłach. Gdzieś tam musiano ich wciągać na linie pod górę, gdzieś holować… A plotki te słyszałem na własne uszy w Syktywkarze, stolicy Komi. Tylko proszę ich nie rozpowiadać.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz