Pietuchowo. czyli Kogutowo.
Styczeń 2011. Jechaliśmy do osady Leunowo, miejsca gdzie spodziewaliśmy się znaleźć polskie ślady. Niestety, po drodze zastała nas purga, ichnia zawieja śnieżna. Ratunkiem było właśnie Pietuchowo. Wieś w której mieszka jeden człowiek. Brnąc po pas w śniegu doszliśmy do jego chałupy, która tak wyglądała poprzez zadymkę.
Właściciel jest nauczycielem technologii (u nas nazywało się to prace ręczne) w Biełogorskim. Każdego dnia idzie do pracy 100 minut i 100 minut wraca. Kiedyś mieszkał w Archangielsku, ale powiedział dość… Kiedy weszliśmy do chałupy przywitała nas koza.
Potem zwyczajowa herbata i rozmowa o wszystkim a najwięcej o świecie od którego trzeba uciekać. Okazało się, że w drugim pokoju siedzi żona. Nie chciała wyjść. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na śmierć zapomniałem imienia naszego gospodarza.
Kilka miesięcy później znów przejeżdżałem przez Pietuchowo. Zaszedłem do domu, ale nikogo nie było. Tylko pies w sieni.
Zrobiłem zdjęcie i obiecałem sobie, że jeszcze przyjadę.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz