piątek, 2 grudnia 2011


Pietuchowo. czyli Kogutowo.

Styczeń 2011. Jechaliśmy do osady Leunowo, miejsca gdzie spodziewaliśmy się znaleźć polskie ślady. Niestety, po drodze zastała nas purga, ichnia zawieja śnieżna. Ratunkiem było właśnie Pietuchowo. Wieś w której mieszka jeden człowiek. Brnąc po pas w śniegu doszliśmy do jego chałupy, która tak wyglądała poprzez zadymkę.




Właściciel jest nauczycielem technologii (u nas nazywało się to prace ręczne) w Biełogorskim. Każdego dnia idzie do pracy 100 minut i 100 minut wraca. Kiedyś mieszkał w Archangielsku, ale powiedział dość… Kiedy weszliśmy do chałupy przywitała nas koza. 



Potem zwyczajowa herbata i rozmowa o wszystkim a najwięcej o świecie od którego trzeba uciekać. Okazało się, że w drugim pokoju siedzi żona. Nie chciała wyjść. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na śmierć zapomniałem imienia naszego gospodarza. 




Kilka miesięcy później znów przejeżdżałem przez Pietuchowo. Zaszedłem do domu, ale nikogo nie było. Tylko pies w sieni.
Zrobiłem zdjęcie i obiecałem sobie, że jeszcze przyjadę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz