Miejsca, które mnie urzekły i chciałem tu zamieszkać, ale z różnych powodów nie wyszło...
Dom na brzegu Północnej Dźwiny. Wynieść krzesełko na podwórko, usiąść i patrzeć jak rzeka płynie do Morza Białego. Na wysokim brzegu zawsze wieje wiaterek więc komarów mało. Ludzi, którzy bywają dokuczliwsi niż komary, też niewielu. Niestety, negocjacje z właścicielami nie doszły do skutku.
Ujście rzeki Piniega do Północnej Dźwiny. Pamiętam, że zamarzły mi wtedy ręce od fotografowania. Po wyjściu na drogę miałem taki widok. Tylko nieco dokuczliwi sąsiedzi...
Nie cel jest ważny. Droga jest ważna!
Budynek Portu Lotniczego w Pietromińsku
Tu mieszkałem i prowadziłem obsługę lotniska razem z jego kapitanem Ilią Aleksandrowiczem. Roboty było niewiele. Wszystkiego jeden samolot na tydzień. Nie da się jednak zamieszkać na dłużej gdyż lotnisko jest federalne i obcym wstęp wzbroniony.
W ogóle wyprawę do Pietromińska na półwyspie oneżski muszę kiedyś opisać. Na terenie wielkości dobrych dwóch polskich województw mieszka góra 500 osób. To, mniej więcej, odpowiada moim wymaganiom "zaludnieniowym". Tyle, że dojazd tam ciężki. Oprócz wzmiankowanego samolotu (3500 rubli z Archangielska) statek trzy razy do roku.
Knajpka na nabrzeżu w Suchumi. Abchazja. Zrobiłem sobie zdjęcie po kilku kieliszkach miejscowego bimbru - czczy. Tu też mogło by być miło, tyle że naród na pieniądze łasy, turystów sporo. Poza tym gorąco. Wojna wisi w powietrzu. Nogi za pas i uciekać na północ.
Na koniec moja wieś nad morzem Białym. Nazwy nie zdradzę...
Tu widać, że morze Białe naprawdę jest białe







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz