poniedziałek, 27 lutego 2012

Oto kupa drew. Na opał. Pomyślałem, że najpierw narąbię a potem rozpalę. Zimno jest, to się rozgrzeję. Narąbałem, a jakże. Zaniosłem pod piec...

I co się okazało? Nie wziąłem ze sobą zapałek. Tak po prostu. Dom bez zapałek. Wieś bez zapałek. Kraj bez zapałek. Przeszukałem wszystkie kąty. Nic.
Trzeba pożyczyć, ale od kogo? We wsi mieszka nas trzech i jak na złość żadnego z sąsiadów nie było w domu. To znaczy, podejrzewam, że jeden był, ale spał pijany. Tak czy owak trzeba iść do sąsiedniej wsi.
Rysuje się na horyzoncie, wystarczy się dobrze przyjrzeć.


Ot, taki dwugodzinny spacerek.
Potem tylko potrzeć zapałkę o draskę, rozkoszować się ciepłem i zadumać się nad własną głupotą.


czwartek, 23 lutego 2012


W sobotnie lutowe popołudnie wybrałem się na spacer po archangielskim nabrzeżu Dwiny. Słoneczko, mróz i szczęśliwi obywatele miasta Archanioła. 
Młodzież na materacu poprosiła mnie o zdjęcie.
Wykonałem.



Następną fotkę wykonałem z wprawą doświadczonego zboczeńca...



I poszedłem dalej w stronę mostu miłości. Zajeżdżają tam młode pary aby ślubować sobie dozgonną miłość, którą wzmacniają solidną kłódką przypinaną do mostu. 




Co jakiś służby miejskie uwalniają most od ciężaru dowodów miłości boby się most dawno zawalił. Może dlatego tyle tu rozwodów.

Tego dnia okazało się, że jestem wziętym archangielskim fotografem. Co chwila ktoś mnie prosił o fotkę. A druhny zapraszały mnie na wesele.


Wybrałem jednak spacer. Postanowiłem bowiem sfotografować wszystkie pomniki stojące na brzegu Północnej Dwiny.

Oto one.

Pomnik kadeta szkoły morskiej. Wielu ich zginęło.



Pomnik foki, dzięki której mieszkańcy przetrwali głodne lata wojny.


Pomnik, by tak rzec, ogólny, wojny światowej.


Pomnik admirała Kuzniecowa. Urodził się w obwodzie archangielskim i bardzo go tu szanują. Najpierw był pupilem Stalina a potem popadł w niełaskę. Trzeba przyznać, że ze wszystkich napisów na sowieckich i rosyjskich pomnikach Kuzniecow ma napis najciekawszy: Odpowiedzialność biorę na siebie!

Zaplanowałem, że dojdę do najdziwniejszego pomnika: ofiar interwencji (tej z lat 1918 - 20, było tu kilkadziesiąt tysięcy Anglików, Francuzów. Amerykanów. Serbów (najdzielniejsi), Kanadyjczyków, Greków, Australijczyków, Włochów (uciekali jak zwykle) - jest nawet film kanadyjski z tych lat, jedyny taki dokument).
Ale nie doszedłem. Natknąłem się mianowicie na....


Lokal gastronomiczny o nazwie "Baza kutrów torpedowych"


gdzie podpity barman przygrywał podpitej barmance


a kiedy zamówiłem piwo, barmanka przysiadła się do mnie i spojrzała głęboko w oczy.
I tak stałem się kolejną ofiarą interwencji.

wtorek, 7 lutego 2012


Uchta w Republice Komi. Miasto Gazpromu i Łukoilu. Tu dopiero widać potęgę tych firm. Taki Gazprom ma budżet (w sumie to nie wiem czy budżet, czy dochody) dwa razy większe niż Polska.
Miasto leży przy linii kolejowej do Workuty. Kiedyś była to jedna z „pereł” Archipelagu GUŁag. Mają tu nawet kopalnię ropy naftowej, którą kopią pod ziemią jak węgiel. 



Nowoczesność obok stalinowskich dwuetażek (czyli piętrowe, drewniany domy jakich Północ jest pełna)



Wasz skromny korespondent



Wahadło się przechyliło, czyli… socrealistyczny kinoteatr przerobiony na cerkiew.



Coś dla fanów firmy Apple.



Na uniwersytecie technicznym w Uchcie wszystko podporządkowane ropie i gazowi. Łukoil i Gazprom włożyły ogromne pieniądze w infrastrukturę uniwersytecką. Zdjęcia trochę mi nie wyszły, bo wciąż kręcili się studenci i nie poprzestawiałem pokręteł w aparacie. W każdym razie, kto widział inne prowincjonalne uczelnie Rosji, temu w Uchcie szczęka opadnie.






Poza tym w Uchcie jest najwięcej
a. sklepów obuwniczych
b. marszrutek (ale jeżdżą tylko do 21)
c. biur podróży (mieszkańcy są bogaci i jeżdżą na południe)
d. banków 
e. zwariowanych taksówkarzy - 140 po lodzie na prostej, 105 wejście w lodowy zakręt - mój rekord w Rosji



Tradycja ciągle żywa. Tablica na ścianie uniwersytetu przypomina, że Północ ma się dobrze dzięki myśli wielkiego Lenina.



No, ale pora już opuszczać gościnną Republikę Komi. Przede mną 1200 kilometrów do Archangielska. Oczywiście autostopem…


czwartek, 2 lutego 2012


Stoły przy których zasiadałem. Nie wszystkie oczywiście, bo czasem nie wypadało fotografować.

Klasztorny stół w Chałmogorach. Już zdaje się o tym pisałem.



Stół w muzeum w Konoszy. Miłe panie muzealniczki poczęstowały herbatą przed zwiedzaniem. Z prawej Stalin - sala poświęcona jest temu heroicznemu okresowi ZSRR.



Łambas. Wieś tak gruntownie zagubiona w lasach, że dotrzeć do niej trudno. Gospodyni nakrywa do stołu a gospodarz bacznie obserwuje. Proszę zwrócić uwagę, że On i Ona mają podbite oczy. Wynik małżeńskiej awantury. 
Drugie zdjęcie przedstawia nastawianie złamanego palca przez gospodarza, który się takimi sprawami zajmuje. Humory dopisują, bo Walentin pędzi doskonały samogon. Czegoś lepszego nie piłem. Działa jak kokaina.




Piknik w Norieńskiej obok domu w którym mieszkał na zesłaniu noblista Josif Brodski



Na taki tylko poczęstunek stać pana Michała. Żołnierza Września 1939. Potem 8 lat obozu pracy. Do dziś mieszka w Kotłasie. Pięknie mówi po polsku. Ma 95 lat.



Pietrominsk na półwyspie Onega. Libacja w domu alkoholików. Ja piłem koniak. Oni spirytus techniczny, który właśnie rozlewają. Cena owego napitku, zwanego szyło, 80 rur za ćwiartkę.





Sincowskaja. Gospodarz (z prawej) i jego brat. Gospodarz był w porządku. Brat natomiast lekko enkawudowski. Mieszka w Koriażmie. Kiedy powiedziałem, że stacjonuje tam dywizja desantowa, przeraził się, że skąd niby wiem. Potem się nastroszył i zaczął o Smoleńsku oraz o niewdzięcznej Polsce, która wszelkie nowoczesne technologie dostała do Związku Sowieckiego.



Szenkursk. Małżeństwo inteligenckie. On był dziennikarzem, ale rzucił ten fach bo w Rosji Putina nie ma wolności. Teraz instaluje anteny satelitarne.
Kiedy opowiadali mi o swoim mieście Szenkursku, wspomnieli,że był kiedyś nad rzeką Kreml, ale go Polacy spalili.
Kiedy? - spytałem
No, w 1612.
Warto dodać, że Szenkursk jest jakieś 900 km na północ od Moskwy




Stół u 85 letniej pani Lidii w Ust Piniedze. Z boku figurka Anioła Stróża, którą jej matka dostała od Polaków zesłanych tu w 1940. Tę figurkę podarowała pani Jadwiga. Tylko tyle zostało...