Lapominka. Taka dziura przy ujściu Dźwiny do morza Białego. Będzie 50 km na północ od Archangielska. Zimą mieszkają tu dwie, może trzy osoby. Latem pewnie więcej. Wpadliśmy tam dokładnie 2 kwietnia. Pusto było. Wiatr hulał.
Jakoś nie pomyślałem o ustawieniu aparatu i zdjęcia wyszły kiepskie. Musiałem je podciągnąć na komputerze.
Statek zacumowany przy brzegu. I tu właśnie ktoś mieszkał, bo pies się na łańcuchu szastał. Za tą krypą widać zamarznięta rzekę.
Dźwina tworzy przy ujściu sporą deltę. Trzy odnogi są dostępne dla statków. Nazywają się "rękawy". Ten w Lapomince jest wschodni. Ruchu tu wielkiego nie ma. Do portu wpływa się rękawem centralnym.
Coraz więcej takich domów na Północy. Ludzie uciekają, albo umierają, co też jest chyba ucieczką...
Temu się chyba w grudniu zamarzło.
Ano właśnie, to jest pies który się szastał przy zamieszkałej krypie. Potem spotkaliśmy jeszcze dwa psy, które na nas napadły. Niestety podczas ucieczki człowiek nie myśli o robieniu zdjęć.
Statek poddany retuszowi. Psa nie ma. Nic już nie rozumiem.
O zakupach nie ma mowy. Tylko transparentem Jedynej Rosji wiatr powiewa. Kartka na drzwiach informowała gdzie można znaleźć sklepową. Nie było jej tam ani nigdzie indziej. A kupić chcieliśmy sielotkę, czyli północnego śledzia. Nasz bałtycki ma się tak do sielotki jak wyrób czekoladopodobny do czekolady. Ile bym nie przywiózł tych śledzi do Polski zaraz mi zeżrą.
Takich kolorów to tam nie było.
Ten porzucony przy brzegu wrak pstrykałem z wielu stron. Lecz żadne zdjęcie nie oddaje beznadziei jego tam bytowania.
Tutaj z kolei, pełen reporterski sukces. Udało mi się złapać początek wiatru. Prawa sosenka (bo na brzegu Białego rosną sosny) jest już wiatrem owładnięta a dwie mała jeszcze nie. To zdjęcie jest milowym krokiem na drodze ku rozwikłaniu problemu, gdzie jest wiatr kiedy nie wieje.
Las brzozowy. Niby nic. W Polsce też można taki znaleźć. Zamieszczam go jako ilustrację łacińskiej sentencji (podaję za Kołakowskim) "niebo, nie umysł tacy odmieniają, którzy za morza po mądrość biegają".
Ponieważ bałem się, że nikt mi nie uwierzy w zapewnienia o niezwykłym smaku tutejszego śledzia, zamieszczam zdjęcie anonsu, który wisiał na jednym z domów.
Nie oszukujmy się. Te śledzie łowią kłusownicy.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz